niedziela, 26 lutego 2012

... pozornie udane życie ...

... ta myśl kołacze mi po głowie od dnia kiedy obejrzałam sponsoring. Zupełnie przypadkowo udało mi się wyrwać dwie godzinki z pracy i chyłkiem wymknęłam się do kina, bo bardzo ciekawa byłam ostatniego filmu Małgośki Szumowskiej. Byłam ciekawa tym bardziej, że niektórzy z moich znajomych nie polecali tego filmu twierdząc, że to praktycznie zwykły pornos. Nie chciałam wierzyć. Znam kilka filmów Szumowskiej i jak dla mnie Ona zawsze robiła filmy, które prowokowały do zadania sobie kilku trudnych pytań.. do poszukania na nie odpowiedzi.. do refleksji nad nimi, kiedy udało mi się już jakąś znaleźć.. co nigdy nie było takie łatwe jak sobie wcześniej wyobrażałam. Sponsoring, bo na ten film właśnie udało mi się wyrwać w ubiegły piątek, i tym razem mnie nie zawiódł. Jednak dopiero dzisiaj tak naprawdę uświadomiłam sobie, że zapadł on we mnie tak bardzo, że stale rozmyślam i szukam jakiejś sensownej odpowiedzi. Zrozumiałam, że nie będzie to łatwe. Ba, nawet mam poczucie, że może mi się to nie udać. Nie wiem, czy ktoś z Was widział już ten film. Początkowo nie mogłam się połapać, po co Szumowska go zrobiła. Wystarczyłby praktycznie jakiś reportaż, dokument czy temu podobne.. temat filmu już tak wiele razy poruszany w mediach. Młode dziewczyny (studentki) i ich świat płatnej miłości. Tzw. sponsoring. Tak często dziewczyny określają swoją prostytucję za możliwość utrzymania się na studiach .. Na przeciwnej szali życie dojrzałej, dobrze sytuowanej dziennikarki ( w tej roli Juliette Binoche), która pisze artykuł na temat sponsoringu właśnie . Jej na pozór poukładane, dostanie, spokojne życie. No właśnie - na pozór. Film ten jest dla mnie opowieścią o trudnej, przejmującej, okropnej i  coraz częściej spotykanej samotności.. specyficznej samotności - bo to samotność w tłumie, w towarzystwie współpartnera, w niby miłości rodzicielskiej... to jest najbardziej okrutna samotność.. Film ten, mimo skrajnych i często nie najlepszych recenzji, uświadomił mi jak bardzo uciekamy od trudnych pytań. Utarło się, że kino kobiece to najczęściej infantylne, ugrzecznione historie, gdzie kobieta jest zwykle kwiatkiem do butonierki. I kiedy zdarza się, jak w filmie Szumowskiej, że nagle okazuje się, że kobiety nie są piękne, grzeczne tylko próbują zmierzyć się z tymi schematami, to nagle podnosi się krzyk, że to nic ważnego tylko zwykły feminizm. Nic więcej. A dla mnie jest to film o pozornie udanym życiu. O samotności kobiet w tym pozornie udanym życiu. O ich dylematach związanych z zgodą na sponsoring. W zamian za święty spokój. Dla młodych dziewczyn tym spokojem jest ich możliwość utrzymania się na studiach i dostanie życie.. dla takich kobiet jak dziennikarka, święty spokój to zwykła gra pozorów i przede wszystkim brak kłopotliwych pytań. Z pozoru szczęśliwe, poukładane życie z obowiązkowymi kolacjami z szefostwem współmałżonka. Niby w porządku. Takie życie bez prawdy.W jednym świecie - w świecie  studentek dziewczyny dostają dostanie życie w zamian za miłość fizyczną. W tym drugim świecie, fizyczna miłość ustępuje miejsca miłości posiadania. Mieszkanie, dobre perfumy, drogie jedzenie, markowe ubrania... wszystko to w zamian za brak pytań i rutynę. W którym świecie cena jest wyższa? Co jest wybaczalne a co nie jest? kto postępuje właściwie a kto nie? Nie am jednej, słusznej odpowiedzi.Jak dla mnie jeden wspólny mianownik w tym filmie, który łączy oba światy, to ogromna, przejmująca samotność. Finałowa scena rodzinnego śniadania, na półuśmiechach i wymianie uprzejmości przy podawaniu sobie śniadaniowych produktów przy dźwiękach klasycznej muzyki, w pięknie nasłonecznionym, jasnym mieszkaniu, jest dla mnie tak przejmująca, że nie mogę pogodzić się z tym, że większość ludzi wychodząc z tego filmu, rozmawia tylko o scenach erotycznych, które są w tym filmie.
I tak sobie chodzę z tym filmem w głowie i tak sobie myślę... hm...może to ze mną jest coś nie tak skoro tak mnie to porusza? Może ten codzienny sponsoring w zamian za święty spokój, z jakim coraz częściej można się spotkać w życiu, jest normą. Może nie sprzedajemy swoich marzeń o prawdziwej bliskości a narzekamy na jej brak tylko dlatego, że musimy na coś narzekać?.. bo taka nasza mentalność.... może we współczesnym świecie łatwiej jest z kimś się przespać niż porozmawiać? Może nie ma samotności wśród tłumu, skoro zawsze można wystukać sms-a czy zajrzeć na portal społecznościowy...? Ja swoje odpowiedzi znalazłam..pewnie dlatego jest mi trudniej.
(...)
Żeby nie zwariować do końca - z jednej skrajności całkowicie świadomie skierowałam swoje kroki, w drugą skrajność. Jak tylko zbywa mi trochę czasu, żeby uciec przed ciągłym poszukiwaniem odpowiedzi, uciekam - jak zwykle - do fizycznej pracy. Ona zabija rozmyślanie. Pozwala skupić się tylko na czynnościach. A to ułatwia przetrwanie. I żeby nie było, to nie tylko prasowanie czy sprzątanie mieszkania.. co nadal angażuje umysł najlepiej.. najszybciej męczy i powala do snu.. Oprócz codziennych czynności maluję, przerabiam, tworzę.. wszystko co się da..co podejdzie pod rękę. Wszystko co nie wymaga specjalnego skupienia. Najpierw poszła pod pędzel stara, zapomniana skrzynka z szufladkami z Ikei..


a do tego standardowe lusterko...


może do kompletu..a może i nie...


A dzięki dobrym ludziom,  czasami zdarzają się tak miłe niespodzianki jak ta od Olqi



i życie od razu bywa znośne - jak to kiedyś zauważyła Szymborska.. Olqa bardzo Ci dziękuję za Twoje serducho włożone w te cudowności.. wydziergane sercem - jak to sama określiłaś.. i dlatego - raz jeszcze - wielkie dzięki za tą śliczną niespodziankę.. :)))

Jestem dzisiaj nieco nieprzystawalna do ogółu więc uciekam zaraz do dalszych fizycznych zmagań, z wciąż dla mnie nieposkromioną materią sztuki - do pędzla i narożnego regału co to stał i kurzył się od dawna.. następna w kolejce czeka już drewniana taca... będę eksperymentować dowolnie.. próbować wszystko co mi tylko do głowy przyjdzie.. aby zająć myśli..aby przetrwać.. nim przyjdzie wiosna.. :) tak wielkie żywię z tym nadzieje, że aż się boję że zapeszę.. tfu, tfu.. za lewe ramię.. :)
Życzę Wam udanej niedzieli i ślę trochę muzycznej refleksji Jana Garbarka

7 komentarze:

Ania pisze...

Tak sobie wlaśnie myślę, żę każdy z nas może zrobić tylko jedno. Może tylko odpowiadać za swoje życie. Wybiera...przy czym ów wybór niekoniecznie daje szczęście. Samotność sponsoringowana, albo ta domowa, bo żyje się w takim a nie innym układzie, który sobie stworzyli ci, którzy w tym układzie zyją...no i mozliwość odcięcia się, bycia czymś na styl czarnej owcy, bo jeżeli nie mam tego co mieć chcę, bo sytuacje zyciowe piszą mi taki, a nie inny scenariusz, to przestańmy grać i wejdźmy w tą samotność. Żostawmy te partnerskie goerki i ukladziki i zyjmy samotnie...cz oby lepiej? Hm...myslę, ze nie, ale prawdziwiej.
Tak czy owak, miłośc to tajemnica, nie jest tego wiele na swiecie, ale...jednak mozna ją spotkać:))) Czego Wam zyczę:)))
A Twoje twórcze twory są bardzo ciekawe:))

*gooocha* pisze...

Bardzo podobają mi się Twoje prace.
Na temat filmu nie wypowiem się, bo nie oglądałam. Choć tyle już na jego temat powiedziano(właściwie tego, czego dotyczy), że czuję się tak, jakbym PRAWIE ŻE obejrzała. Ta tematyka zawsze będzie budzić emocje.

córka pisze...

bardzo do kompletu!
szafeczka i lustro wyglądają razem klimatycznie, sielsko, anielsko!
a prezent dostałaś bardzo ładny.
dobre osoby zasługują na takie.

Nivejka pisze...

Nie widziała jeszcze tego filmu ale się wybieram:)

OLQA pisze...

Piękne te mebelki "jak malowanie" a film muszę po takiej recenzji obejrzeć koniecznie. Dzięki za miłe słowa:)

MariaPar pisze...

Kochana, uświadomiłaś mi jak bardzo jestem w tyle z kinowymi nowościami. Tyle słyszę komentarzy w telewizji, więc warto byłoby pójść i zobaczyć chociaż jeden film.
Praca, Emilka, dom bez reszty pochłaniają całą moją energię.
Wieczorem zwyczajnie padam.

Szafeczka i lusterko cudne. Pastele na nich przypominają mi, że wiosna za pasem :-)i ogródek czeka z porządkami.
Buziaki kochana

t-renia pisze...

Śliczne prace:) A co do filmu -nie widziałam ,ale myślę ,że czasem aby coś zmienić ,zdobyć jesteśmy gotowi na różne rzeczy ,nie zawsze dobre -jednak w chwili decyzji nie widzimy innego wyjścia...Czyż mało ,która z nas tak robi??? Po pewnym czasie mówimy;teraz zrobiłabym inaczej ...Nie lubię osądzać ,nie jestem w skórze danej osoby...